Trwająca epidemia COVID-19 dotyka praktycznie wszystkie gałęzie gospodarki. Masowa kwarantanna, fala bezrobocia w wyniku zamrożenia wielu segmentów usług i handlu, zamknięcie szkół i uczelni, psychologiczny efekt niepewności uderzyły także w rynek najmu nieruchomości, szczególnie w Warszawie.

Przez długie lata inwestycje w mieszkania z myślą o ich najmie wydawały się jedną z lepszych i pewniejszych lokat oszczędności, szczególnie w porównaniu do popularnych produktów bankowych. Dotyczyło to przede wszystkim Warszawy, gdzie jak się wielu wydawało, popyt na rynku nieruchomości był nieskończony. Stolica przyciągała nie tylko wielu pracowników z Polski i zagranicy, ale również mnóstwo studentów i turystów. Pokazują to dane NBP, wg których w III kwartale 2019 średnio w Warszawie za wynajem mieszkania płaciło się ponad 56 PLN/mkw. Dla porównania pięć lat wcześniej, w 2014 roku było to około 45 PLN. Co więcej, praktycznie wszystkie prognozy z początku bieżącego roku zakładały dalszy wzrost cen.

Jednak COVID-19 w błyskawicznym tempie wywrócił wszystko do góry nogami. Na popularnych portalach z ogłoszeniami widać duży wysyp ogłoszeń. Ponadto można już znaleźć oferty, które potaniały dosłownie z miesiąca na miesiąc o kilkadziesiąt procent. To niepokojący sygnał, który w przypadku przedłużających się obostrzeń i epidemii, może oznaczać prawdziwą katastrofę dla właścicieli mieszkań na wynajem – szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że połowa popytu na nowe mieszkania ma charakter inwestycyjny.

Upadek najmu krótkookresowego

Zamknięte granice, znaczne ograniczenie mobilności i brak turystów oznaczają zabójstwo dla coraz popularniejszych w ostatnich czasach form najmu krótkookresowego. Doszedł do tego zakaz wynajmu krótkoterminowego. Część właścicieli, próbując ratować swój biznes, przerzuciło się na wynajem długoterminowy zasilając stronę podaży przy gwałtownie spadającym popycie. W efekcie będzie to wpływać na presję cenową dostępnych na rynku mieszkań.

Ukraińcy i studenci pojechali do domu

Istotnym filarem rozwoju rynku najmu w Warszawie byli nie tylko przyjezdni z innych części Polski, ale także obcokrajowcy – głównie Ukraińcy, Hindusi i Pakistańczycy, którzy w ostatnich latach chętnie przyjeżdżali do stolicy Polski za pracą. Ci pierwsi, z powodu utraty pracy lub chęci bycia z bliskimi, w ciągu zaledwie kilkunastu dni w dużej mierze wyjechali z Polski, z czego znaczna część z Warszawy.

Warszawa jest również największym polskim ośrodkiem akademickim. Dziesiątki tysięcy pochodzą spoza stolicy, a prawie co trzeci student to obcokrajowiec. Zamknięcie wszystkich uczelni i szkół wyższych oraz próba kontynuacji nauki wyłącznie przez Internet spowodowało, że wielu warszawskich studentów chcąc nie ponosić dodatkowych kosztów wraca po prostu do rodzinnego domu. To kolejny znaczący czynnik uszczuplający stronę popytową.

Jeśli do powyższych czynników doda się jeszcze falę zwolnień, obniżki pensji i ogólne obawy co do najbliższej przyszłości rynek mieszkaniowy otrzymuje dodatkowy cios. Część osób ze względu na kłopoty zawodowe będzie mieć po prostu ograniczone możliwości finansowe, część odłoży pewne decyzje w czasie, a część będzie się starała wynegocjować niższe stawki czynszu w wynajmowanych lokalach bądź zmienić je na tańsze.