Pandemia koronawirusa wywarła bezprecedensowy wpływ na całą gospodarkę. Rynek najmu mieszkań nie okazał się wyjątkiem. W ostatnich tygodniach zaszły na nim znaczne zmiany. Można nawet mówić o załamaniu, zwłaszcza jeśli chodzi o najem krótkoterminowy. Czy pandemia oznacza katastrofę dla wynajmujących?

Exodus studentów i zagranicznych pracowników

Koronawirus spowodował zamknięcie większości firm, instytucji publicznych oraz granic. W efekcie spora część studentów i pracowników zagranicznych, zwłaszcza tych zza wschodniej granicy, wyjechała z dużych miast. Wielu z nich w wyniku wprowadzanych obostrzeń utraciło źródła dochodu, przez co nie stać ich było na dalsze wynajmowanie mieszkań. W przypadku studentów dodatkowym czynnikiem wpływającym na rezygnację z wynajmu był fakt przejścia uniwersytetów w tryb nauki zdalnej. Uczelnie zdecydowały o prowadzeniu zajęć i zaliczeń przez internet, co stanowiło dodatkową zachętę do powrotu do domów rodzinnych. Pracownicy zza wschodniej granicy postanowili z kolei powrócić do swoich krajów w obawie przed zamknięciem granic, które mogło spowodować, że stracą nie tylko pracę, ale i możliwość powrotu do domu.

Zapaść turystyki i rynku wynajmu krótkoterminowego

Znaczącym czynnikiem mającym wpływ na obecną sytuację rynku wynajmu jest zwiększona podaż,  chociażby przez dopływ na rynek mieszkań dotychczas wynajmowanych krótkoterminowo. Koronawirus i związane z nim restrykcje zamroziły serwisy takie jak AirBnB czy Booking.com. Samoloty nie latają, przekroczenie granicy wiąże się z kwarantanną, a zastój ekonomiczny i widmo kryzysu nie sprzyja wydatkom. Perspektywy na najbliższe miesiące nie są dla branży pozytywne. Posiadacze nieruchomości wynajmowanych dotąd turystom starają się ograniczać straty i przenoszą mieszkania do wynajmu długoterminowego.

Podaż rośnie, popyt wręcz przeciwnie

W efekcie spadków dochodów oraz czynników opisanych wcześniej na rynku wynajmu doszło do niezwykłej sytuacji, w której podaż rosła szybciej niż popyt. Zainteresowanie ofertami spadało w okresie luty-maj o kilkanaście procent, podczas gdy liczba ofert rosła szybciej niż zwykle. Ciężko mówić jeszcze o rynku najemcy, jednak faktem jest, że czas poszukiwania nowego lokatora rośnie. Taka sytuacja jest niekorzystna dla właścicieli nieruchomości, którzy niezależnie od zajętości mieszkania muszą opłacać rachunki, a często również raty kredytów. Aby zminimalizować straty, obniżają więc czynsze.

Małe mieszkania w cenie

Spadki czynszów w największym stopniu objęły mieszkania wielopokojowe. Według danych serwisów ogłoszeniowych spadki cen zależnie od miasta wyniosły w tym segmencie nawet 30 proc. Znacznie lepiej wygląda sytuacja w przypadku kawalerek. Tutaj spadki opłat są mniejsze i wynoszą do 20 proc. W przypadku małych mieszkań występuje także znacznie większy popyt. Z jednej strony wiele osób straciło współlokatorów i potrzebuje znaleźć nowe lokum. Z drugiej w sytuacji utraty pracy lub ryzyka kryzysu gospodarczego część osób szuka oszczędności na wynajmie. Jednak kolejne miesiące, przy dalszej poprawie sytuacji epidemiologicznej i gospodarczej powinny przynosić coraz lepsze dane.