Jeszcze kilka lat temu wynajem krótkoterminowy był dla wielu właścicieli mieszkań prostym sposobem na wyższy zarobek. Dziś coraz częściej staje się źródłem konfliktów. Wspólnoty mieszkaniowe mają dość hałasu, rotacji gości i zniszczeń części wspólnych. Pytanie tylko, czy mogą coś z tym realnie zrobić.
Sąsiedzi kontra „apartamenty na doby”
Najem krótkoterminowy zmienił charakter wielu budynków, szczególnie w centrach dużych miast. Mieszkania zaczęły funkcjonować jak mini-hotele, a klatki schodowe zamiast sąsiedzkiej ciszy wypełniły się walizkami i ciągłym ruchem. Dla części mieszkańców to po prostu uciążliwe.
Nic więc dziwnego, że wspólnoty coraz częściej próbują reagować. Pojawiają się uchwały ograniczające taki sposób wynajmu, a czasem nawet całkowicie go zakazujące. Problem w tym, że nie wszyscy właściciele się z tym zgadzają. Kupując mieszkanie, często zakładali, że będą mogli nim swobodnie dysponować.
Sytuacja robi się napięta zwłaszcza wtedy, gdy ograniczenia pojawiają się już po zakupie lokalu. Dla części osób to zmiana zasad w trakcie gry, która może oznaczać realne straty finansowe.
Prawo nie daje jednoznacznej odpowiedzi
Choć intencje wspólnot są zrozumiałe, przepisy nie są w tej kwestii jednoznaczne. Prawnicy podkreślają, że wspólnota może regulować sposób korzystania z części wspólnych, ale ingerowanie w to, co właściciel robi we własnym mieszkaniu, budzi poważne wątpliwości.
W praktyce oznacza to, że uchwały zakazujące najmu krótkoterminowego mogą być kwestionowane. Orzecznictwo sądowe wskazuje, że prawo własności powinno być chronione, a zbyt daleko idące ograniczenia mogą zostać uznane za nieważne. Podobne kontrowersje budzą zapisy wprowadzane przez deweloperów już na etapie sprzedaży mieszkań.
Z drugiej strony trudno ignorować problemy zgłaszane przez mieszkańców. Hałas, imprezy czy zniszczenia części wspólnych to realne sytuacje, które wpływają na komfort życia. Dlatego wiele wspólnot próbuje szukać rozwiązań pośrednich, zamiast wprowadzać całkowity zakaz.
Nowe przepisy i możliwe kary
Dodatkowym elementem całej układanki są zmiany w przepisach, które wchodzą w życie 20 maja 2026 roku. Wprowadzają one obowiązek rejestracji najmu krótkoterminowego, a za jej brak przewidziane są kary sięgające nawet 50 tys. zł. To sygnał, że państwo również zaczyna dostrzegać skalę zjawiska.
Nowe regulacje mogą uporządkować rynek, ale raczej nie zakończą sporów między sąsiadami. Najem krótkoterminowy to ważna część branży turystycznej i dla wielu właścicieli istotne źródło dochodu. Zbyt restrykcyjne podejście mogłoby odbić się nie tylko na nich, ale też na atrakcyjności miast.
Dlatego coraz częściej mówi się o potrzebie kompromisu. Większa odpowiedzialność właścicieli za swoich gości, lepsza weryfikacja najemców i jasne zasady korzystania z części wspólnych mogą okazać się skuteczniejsze niż całkowite zakazy. Bo choć punkt widzenia zależy od sytuacji, jedno jest pewne – temat najmu krótkoterminowego jeszcze długo nie zniknie z agendy wspólnot mieszkaniowych.